W poprzednich wpisach pisałem o tym, jak ruch i sen wzajemnie się wzmacniają i jak można je łączyć, żeby uczyć się lepiej. Ale pisałem to z perspektywy osoby, która ma wybór — może zaplanować trening, może położyć się o sensownej porze, może zadbać o te siedem do dziewięciu godzin. Co jednak z tymi, którzy tego wyboru nie mają?
Lekarz na dyżurze. Pielęgniarka na nocnej zmianie. Pilot pracujący w różnych strefach czasowych. Ratownik medyczny. Strażak. Pracownik linii produkcyjnej na trzy zmiany. Dziennikarze i redaktorzy wydań porannych. Kierowcy ciężarówek w transporcie długodystansowym. Ochroniarze. Piekarze. Pracownicy centrów dystrybucji i magazynów. To nie są jednostkowe wyjątki — to miliony ludzi, których grafik pracy jest zbudowany wokół godzin, w których biologia nakazuje spać.
W świetle tego, co wiemy o śnie, pojawia się pytanie: czy taka praca nie jest po prostu zabójstwem dla układu nerwowego? I czy nauka ma coś do powiedzenia w tej kwestii — nie tylko o skali problemu, ale i o tym, co z tym można zrobić?


