Pod koniec kwietnia wziąłem udział w Elite Camp z Nicolo Colombim i Mauri Alessim w Livigno. Trzy dni na śniegu, hasło przewodnie Raise your limits i grupa narciarzy, którzy już jeżdżą bardzo dobrze — spotkali się, aby wycisnąć ze swojej jazdy jeszcze więcej. Na to szkolenie jechałem z konkretnym celem: zobaczyć, co robią najlepsi. Nie po to, żeby kopiować ich styl, ale żeby zrozumieć, jak myślą, na co zwracają uwagę i co robią inaczej niż ja.
Wracam z kilkoma odpowiedziami. I z nowym celem na lato.
Przez trzy dni telefon leżał w kieszeni
Telefon brałem do ręki tylko po to, żeby nagrywać, robić zdjęcia i tłumaczyć włoskie słówka. Reszta to sto procent koncentracji na zadaniach. Żadnych powiadomień, żadnego scrollowania. Trzy dni głębokiej, uważnej praktyki — dokładnie takiej, o której piszę w kontekście neurobiologii uczenia się.
I działało. Zmęczenie pod koniec każdego dnia było inne niż to, które znam z normalnego sezonu. Głębsze. Bardzo satysfakcjonujące.
Więcej wewnętrznych odczuć
Pierwsza lekcja brzmiała: jeszcze więcej wewnętrznych odczuć.
Wydawałoby się, że po tylu latach jazdy i pracy jako instruktor czuję skręt bardzo dobrze. I wiem, co w którym momencie powinno się wydarzyć — ale są ludzie, którzy widzą więcej. Którzy są dalej. I którzy potrafią podpowiedzieć rzeczy, które wcześniej w ogóle nie przychodziły mi do głowy.
Mauri Alessi dał mi wskazówkę dotyczącą odczucia, które powinno mi towarzyszyć w czasie skrętu. Jedno zdanie. Ale takie, które zmieniło coś w moim ciele od razu — bez długiego tłumaczenia, bez serii ćwiczeń. Po prostu właściwy komunikat we właściwym momencie. To ważne przypomnienie, że zawsze warto stanąć w roli ucznia. Nawet — a może szczególnie — wtedy, gdy jesteś nauczycielem.
Więcej siły
Druga lekcja była bardziej dosłowna: więcej siły. Zwykłej, fizycznej siły nóg.
Trzy dni ciągłego przekraczania swoich możliwości to coś zupełnie innego niż jazda z uczniami. Byłem bardzo zmęczony. I właśnie w tym zmęczeniu przyszła refleksja — Szymon, w sezonie letnim zadbaj o siłę nóg. To mój cel na najbliższe miesiące. Ale było w tym coś więcej niż tylko wniosek treningowy. Poczułem na własnej skórze to, co czują moi kursanci, gdy ich zachęcam do przekraczania swoich barier :) To ważne doświadczenie. Zdecydowanie będę pamiętał, jak to jest być uczniem. Nauka naprawdę kosztuje.
Dwa zaskoczenia
Pierwsze — to prowadzenie grupy. Pomimo obecności dwóch instruktorów nie zostaliśmy podzieleni na dwie mniejsze grupy. Jechaliśmy wszyscy razem, a obaj instruktorzy byli cały czas obecni wśród nas. To nieczęste rozwiązanie — i bardzo ciekawe. Być może możliwe dlatego, że poziom grupy był wyrównany i wysoki, a zaufanie między uczestnikami pełne.
Drugie — ustawienie na stoku. Nie ustawialiśmy się jeden pod drugim, jak to jest przyjęte podczas zajęć w Polsce. Zatrzymania były swobodne, często w formie koła, a instruktor zawsze był między nami. Wewnątrz. To zmieniało dynamikę całego szkolenia.
Oba rozwiązania są nieoczywiste i niecodzienne. Zamierzam je przetestować — gdy pojawi się odpowiedni camp i odpowiednia grupa, żeby stworzyć ku temu warunki.
Ważne doświadczenie spoza stoku
Jechałem do Livigno jako jedyna osoba niebędąca Włochem. Nie ukrywam — miałem małą obawę, jak to będzie. Bariera językowa, inna kultura, nieznana grupa. Już od pierwszych chwil poczułem się zaopiekowany. Nicolo i Mauri bardzo szybko nauczyli się imion wszystkich uczestników i przedstawili każdego na początku całej grupie. Ani przez moment nie poczułem, że odbiegam od reszty z powodu języka czy kultury. To z pozoru mały gest — ale dla kogoś, kto przyjeżdża sam do obcej grupy, bardzo ważny.
Zapamiętam to jako lekcję dla siebie :)
Co przywiozłem dla moich kursantów
Nowe doświadczenia, większą świadomość skrętu narciarskiego i ćwiczenia, które nie są dla każdego — to materiał dla narciarzy, którzy już jeżdżą bardzo dobrze i chcą przenieść swoją jazdę na zdecydowanie wyższy poziom. Stabilizacja tułowia, odpowiednie ustawienie ciała, agresywna jazda na krawędzi. Przełożę to na nasze zajęcia — obiecuję.
To co prawda ostatnie dni na śniegu w tym sezonie. Ale już nie mogę się doczekać kolejnej zimy. Jest jeszcze tyle do zrobienia.
Na koniec chcę podziękować instruktorce Elenie z Passo Tonale za nieocenioną pomoc w tłumaczeniu — bez niej niejedna cenna wskazówka mogłaby mi umknąć.
Dziękuję również instruktorce Mai, która dołączyła do nas ostatniego dnia i wzbogaciła szkolenie swoją energią, osobowością oraz inspirującymi rozmowami o narciarstwie i technice jazdy. Na co dzień prowadzi szkołę narciarską w Livigno — jeśli szukasz kogoś na miejscu, znajdziesz ją na majaski.pl.
Raise your limits!
Szymon
Przeczytaj także:
- Jedna nowa rzecz co rok, do końca życia
- Jak przebiega proces nauki u dorosłych na przykładzie nauki żonglowania
- Jak zapamiętujemy – najnowsze doniesienia ze świata nauki
- Jak dorośli uczą się nowych rzeczy – poznaj warunki, które muszą zaistnieć



